Appalachian Trail – Zebra w zielonym tunelu

Appalachian Trail, po polsku zwany Szlakiem Appalachów to najbardziej znany szlak długodystansowy świata, pozycja obowiązkowa na liście każdego długodystansowca. Liczy 2189,8 mili, czyli 3523 km. Prowadzi przez 14 stanów wschodniej części USA, wzdłuż głównego grzbietu Appalachów. Zaczyna się na szczycie Springer Mountain w Georgii, gdzie rozpoczęłam wędrówkę 29 marca 2017, a kończy na Mount Katahdin w Maine, gdzie dotarłam 28 lipca 2017.

W Georgii i Północnej Karolinie właśnie zaczęła się wiosna. Spotkałam wtedy wielu innych pełnych entuzjazmu wędrowców, zdążających w tym samym kierunku. Zwyczajem wszystkich długodystansowców, na znak rozpoczęcia nowego rozdziału w życiu, nadawali sobie szlakowe imiona: Yogi, Early Bird, Terminator… Ja zostałam już „Zebrą” na swoim poprzednim długim dystansie w Nowej Zelandii. Wszystkich zaskoczył ostatni atak zimy, kiedy na początku kwietnia góry zasypał biały puch.

Przez dłuższy czas szlak biegnie wzdłuż granicy Północnej Karoliny i Tennessee. W Parku Narodowym Great Smoky Mountains znajduje się najwyższy szczyt na szlaku Clingmans Dome (2025 m n.p.m.). Rejon ten słynie z niepogody, a jednak na moje ich przejście przypadł akurat długi okres pięknej, słonecznej aury.

Następny stan, Virginia, jest najdłuższy na szlaku, ma 553 mile,  a jego przejście zajęło mi prawie miesiąc. Wiosna w lasach była cudownie piękna. Z tygodnia na tydzień rozkwitały kolejne kwiaty i krzewy: rododendrony, azalie i kalmie. Do tej części szlaku najbardziej pasuje określenie „zielony tunel”. Tutaj też pierwszy raz spotkałam baribale – czarne niedźwiedzie (na całym szlaku widziałam ich 16).

W Zachodniej Virginii, niedługo za 1000ną milą znajduje się dyrekcja szlaku, Appalachian Trail Conservancy, gdzie pracownicy robią wędrowcom zdjęcia, które zostają  w archiwach. Dość mocno zurbanizowany Maryland jest ostatnim stanem Południa. Dalej jest Pennsylvania, zwana przez wędrowców Rocksylvanią, ponieważ szlak jest pełen ostrych, sterczących kamieni. Wędrówka po tym stanie jest monotonna i frustrująca i większość wędrowców przeżywa tu kryzys (dla mnie oznaczał on grypę żołądkową i 12 dni deszczu pod rząd). Tu też wypada połowa szlaku.

Trzy stany, zamieszkałe dawniej przez Mohikanów, których znałam z indiańskich powieści to New Jersey, Nowy Jork i Connecticut. Tutaj pojawiły się pierwsze naturalne jeziora, zapowiedź zmiany krajobrazu na polodowcowy. Przekroczyłam rzekę Hudson, która oddziela Appalachy Północne od Południowych i dłuższy czas wędrowałam doliną rzeki Hausatonic.

Przekroczywszy granicę Massachusetts znalazłam się w Nowej Anglii. Tu było coraz więcej jezior, okupowanych przez bobry, a teren zaczął się wznosić.

W stanie Vermont pokonałam pasmo Green Mountains, gdzie Appalachian Trail prowadzi wspólnie z Long Trail, najstarszym szlakiem długodystansowym USA (resztę Long Trail aż do granicy z Kanadą przeszłam po zakończeniu wyprawy Szlakiem Appalachów). Tam po raz pierwszy zaczął dominować północny las świerkowy, czuło się atmosferę Północy.

White Mountains w stanie New Hampshire mają alpejski charakter i stanowią największe wyzwanie na całym szlaku. Wybitny masyw wznosi się ponad górną granicę lasu, a jego najwyższy szczyt Mount Washington słynie z najgorszej pogody w całych Stanach. Przejście White Mountains to często wspinaczka po pionowych ścianach i wielkich głazach.

Podobnie jest w Maine. Tutaj znajduje się najtrudniejsza mila Appalachian Trail, Mahoosuc Notch – labirynt wśród odłamów skał, w którym trzeba czołgać się, pełzać i zsuwać ze skał. Przejście zajęło mi 2h 50min, ale utrudniał mi je lodowaty deszcz. Ze szczelin skalnych wiało chłodem, leżał tam jeszcze śnieg.

Północną część Maine zajmuje 100 Mile Wilderness, odcinek uchodzący za najdzikszy na szlaku, wyjątkowo piękny z powodu licznych jezior, w których można się kąpać. Należy tylko uważać na wielkie pijawki czekające na posiłek. Bagniste tereny są też siedliskiem milionów komarów.

Po 122 dniach marszu finiszowałam zdobywając  szczyt Mount Katahdin, najwyższą górę stanu Maine. Podejście było trudne, trzy razy musiałam zdjąć plecak i podsadzić go na skałę żeby móc się następnie po niej wspiąć. Na szczycie, z którego roztacza się piękny, rozległy widok na całą krainę gór i jezior, znajduje się tablica oznaczająca koniec szlaku. Koniec tylko dla najwytrwalszych, bo do końca dociera zaledwie około 20% wędrowców. Wspaniale było spełnić kolejne marzenie i być jedną z nich!

Appalachian_Trail_14

 

Agnieszka Dziadek

https://acrossthewilderness.blogspot.com

https://www.youtube.com/user/pierwotna85

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wprowadź swój komentarz!
Wprowadź swoje nazwisko