Góry Bardzkie

las

Kompletując „Koronę Gór Polski” mamy do odwiedzenia 28 szczytów, po jednym, najwyższym szczycie z każdego pasma górskiego w Polsce. Mieszkając na południu kraju skompletowanie KGP to zabawa na mniej więcej pół roku, chodząc po górkach bez pośpiechu i niekoniecznie co tydzień. Moja przygoda z Koroną zaczęła się w listopadzie 2016. Zaczynałem mając na koncie kilka szczytów należących do Korony, zdobytych w czasie kiedy jeszcze nie chodziłem wiele po górach i zdobycie Korony nie było moim celem. Do listopada miałem zdobytą: Tarnicę, Wielką Sowę i Babią Górę.

Osobom nie chodzącym regularnie po górkach i ogólnie mniej usportowionym zdobywanie KGP polecam zacząć po pierwsze nie od sezonu zimowego, a po drugie niekoniecznie od najwyższych i najtrudniejszych szczytów (co nie zawsze idzie w parze!). Doskonałym przykładem trasy dla początkujących jest zdobycie Kłodzkiej Góry – 25. szczytu Korony, najwyższego szczytu Gór Bardzkich, skromne i łatwe 765m n.p.m. Cała trasa, którą dokładniej opiszę ma niecałe 12km w tym 354 m podejść i 551 m zejść. Mapy i przewodniki, zależnie od wydania, podają, że jej przejście powinno zająć 3:30 h liczone bez przerw i postojów. Zależnie od formy możemy tą trasę przebiec w 1:30 h jak i przespacerować w 5-6 h.

Swoje podejście do Kłodzkiej Góry zacząłem w Krakowie (jak i wszystkie inne moje wyprawy). Transport najpierw do Wrocławia, dalej do Kłodzka i niecałe 2 godziny później wysiadamy na dworcu Kłodzko Miasto. Samo Kłodzko na pewno warto odwiedzić, razem z kłodzką twierdzą, ale ograniczyliśmy się tylko do krótkiego spaceru i zrobienia zakupów na dalszą drogę. Nasz plan zakładał tą wycieczkę jako jednodniową. Marsz zaczęliśmy od znalezienia drogi krajowej nr 46, wychodzącej na wschód z centrum Kłodzka. Po przejściu niecałego kilometra pod górę, w okolicy szczytu wzniesienia znajduje się poszerzone pobocze, idealne do łapania stopa. Niecałe 5 minut później podróżowaliśmy już w klimatyzowanym wnętrzu Toyoty Yaris w kierunku Przełęczy Kłodzkiej (483m n.p.m.), gdzie znajduje się przystanek autobusowy, parking i zadaszona wiata oraz gdzie DK 46 krzyżuje się z niebieskim szlakiem turystycznym łączącym między innymi Lądek-Zdrój na południu i Bardo na północy. Po krótkim postoju na posiłek przed trasą ruszamy niebieskim szlakiem w kierunku północno-północnozachodnim i tuż po wejściu w las zaczyna się pierwsze i najgorsze podejście na całej trasie. Na szczęście krótki odcinek wiodący na Podzamecką Kopę (614m n.p.m.) i dalej, ale już mniej stromo, na Jelenią Kopę (747m n.p.m.).

Nie spiesząc się, bo temperatura ostro dawała się we znaki (około 30 stopni) docieramy na szczyt Jeleniej Kopy, wcześniej mijając nieopisany na mojej mapie szczyt Grodzisko (730m n.p.m.). Swoją drogą, to chyba piąte lub czwarte znane mi wzniesienie o tej nazwie, Grodzisk nam w Polsce dostatek (szczególnie polecam Grodzisko w Beskidzie Wyspowym na szczycie którego do dziś widoczne są wyraźne ślady warownej osady sięgającej swoimi początkami V wieku przed naszą erą, czasów kultury łużyckiej. Z resztą, historia Grodziska w Wyspowym obejmuje również czasy późniejsze, włącznie z walkami partyzanckimi w trakcie II wojny światowej).

Na szczycie robimy krótki postój na kilka łyków wody i ruszamy dalej na bardzo bliską już Kłodzką Górę. Przejście z Jeleniej na Kłodzką nie nastręcza już żadnych trudności. Zmieniamy szlak z niebieskiego na żółty skręcając w lewo rozgałęzienie szlaków jest dobrze opisane i oznaczone. Od tego miejsca należy dość dobrze rozglądać się naokoło (a w zasadzie na prawo) aby nie przegapić małego odbicia ze szlaku na sam szczyt. Szlak omija szczyt w odległości około 20m, ale tabliczkę można przegapić przez gęstą roślinność. Szczyt Kłodzkiej Góry, podobnie jak zdecydowana większość trasy jest całkowicie zalesiony- widoki są niestety dość mizerne, przynajmniej latem. Na szczycie, pod tabliczką, znajduje się skrzynka. Kiedy przyszliśmy na miejsce znaleźliśmy w niej, oprócz pamiątkowych notatek i pieczątki do książeczki zdobywcy KGP (wraz zapasem tuszu!) dwa wafelki w tym jeden lekko przeterminowany (a tam, jak człowieka przyciśnie to zje!), kilka plasterków, długopisów, ołówków, szklankę i jeszcze odrobinę drobiazgów.

Od siebie dorzuciliśmy pelerynę przeciwdeszczową, trochę gazy jałowej, opatrunek na oparzenia i kilka plastrów z apteczki, niech komuś służy.

Po posiłku na szczycie, a nic tak nie smakuje na spacerku po górach jak konserwa, bułka i „pięćdziesiątka” czystej, zebraliśmy się na dalszą, dłuższą część trasy czyli zejście z powrotem do Kłodzka żółtym szlakiem w kierunku najpierw południowym, a potem zachodnim. Druga część wycieczki może nadal nie była obfita w widoki, ale już co nieco można było popodziwiać. W kilku miejscach, w kierunku północnym rozciągał się widok na Góry Bardzkie na południu, których się znajdowaliśmy. Po dalszych kilku kilometrach marszu i minięciu kilku pomniejszych szczytów (Jedlak, Obszerna i Kostra) dochodzimy, na wysokości masztu telefonii GSM i zajazdu, do asfaltowej drogi łączącej Wojciechowice na północy z drogą krajową nr 46 na południu.

Z tego miejsca rozpościera się najciekawszy chyb widok na całej wyprawie – na Kłodzko, Wzgórza Rogówki i dalej, góry Bystrzyckie na południu i południowym wschodzie, Góry stołowe widoczne w oddali na zachodzie (przy dobrej pogodzie i widoczności!). Po przejściu zaledwie kilkuset metrów asfaltem w dół, ponownie schodzimy na szlak w lewo i udajemy się już do samego Kłodzka. A potem już normalnie, z Kłodzka do Wrocławia, z Wrocławia do Krakowa…

Przy odrobinie pecha, jakiego mieliśmy, do domu docieramy tuż przed 4 nad ranem. Co poradzić, taki rozkład jazdy!

Samą trasę mogę podsumować jako bardzo łatwą. W sam raz dla początkujących turystów. Największą trudność stanowiła upalna pogoda oraz brak miejsc, gdzie można uzupełnić zapasy na trasie. Brak nie tylko sklepu po drodze czy schroniska, ale brak nawet strumyczka z wodą. Ruszając na szlak należy mieć to na uwadze i stosownie się przygotować.

Trasa widokowo nie robi wielkiego wrażenia oprócz widoków pod koniec, ale w większości wiedzie lasem co już samo w sobie stanowi pewną wartość i pozwala się wyciszyć i rozkoszować obcowaniem z przyrodą. Dodatkowo można w wycieczkę wpleść zwiedzanie samego Kłodzka. Jeśli ktoś ma bliżej niż my – serdecznie polecam.

Czy warto jechać 350km w jedną stronę dla takiego spaceru po lesie? Jeśli nie zależy nam na skompletowaniu KGP- wydaje mi się, że nie. Jeśli robimy Koronę- i tak w sumie nie mamy wyjścia.

Dexter

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wprowadź swój komentarz!
Wprowadź swoje nazwisko