Hammastunturi Wilderness Area

Sierpień 2017

Siedzę sobie w ogrodzie wieczór powoli się zbliża – upał niemiłosierny. Na szczęście drzewa dają dużo ochłody.  Zaledwie 2 metry ode mnie na drzewie wylądował ptak – jakby nieświadomy mojej obecności. No tak leżę na leżaku i nie ruszam się za bardzo. Wymieniliśmy spojrzenia i powoli przeskoczył na następną gałąź ot tak niby nic, a jednak oddalił się po chwili…

Takie spojrzenia czy obserwacje przenoszą mnie natychmiast do tego co lubię najbardziej. Dziczy, gdzie mogę obserwować przyrodę na wyciągnięcie ręki.

Połowa czerwca 2017

Od kilku dni temat jest jeden – wyprawa do Hammastunturi. Ostateczna analiza listy wyposażenia, pakowanie – nie mogę się doczekać wyjazdu, kilkumiesięczne przygotowania uwieńczone zostaną finałem w postaci wyprawy do Hammastunturi Wilderness Area.

Wieczorem wylot do Helsinek. Jeszcze tylko ładujemy plecak do bagażnika jedziemy po Janka i na lotnisko. Marcin już jest na lotnisku. Niestety nie do końca wszystko dziś ułożyło się tak jak powinno. Jeden z uczestników nie zdążył na samolot, ale jeszcze próbuje dostać się do Helsinek.

Nadchodzi wieczór… idziemy na odprawę, za pół godziny będziemy się ładować do samolotu. Andrzej melduje się już telefonicznie z Helsinek. My będziemy tam dopiero za 2 godziny.

Przyjęliśmy punkt zborny w Helsinkach z uwagi na loty z różnych lotnisk w Polsce i czekamy do rana na lot do Ivalo.

Start wyprawy

Lotnisko w Ivalo jest najdalej na północ wysuniętym lotniskiem Finlandii, gdzie można dolecieć samolotem rejsowym. Samo lotnisko raczej senne, gdyż ląduje tu zaledwie kilka samolotów dziennie.

Ivalo wita nas deszczem i wiatrem – temperatura mocno poniżej 10 stopni. Cóż słońca nie ma to temperatura od razu mocno spada. W tym roku wiosna przyszła późno. Zaledwie dwa tygodnie temu leżał tu jeszcze śnieg. Krótkie przepakowanie się i wsiadamy do ciepłego autobusu jadącego do Saariselka skąd rozpoczynamy nasz marsz.

Po wyruszeniu z Saariselka udajemy się do rzeki, którą zamierzamy przekroczyć, aby dotrzeć dziś już do serca Hammastunturi Wilderness Area. Na brzegu okazuje się, że rzeka toczy za dużo wody by ją przekraczać bez mostu. No tak – schodząca woda z bagien i terenów podmokłych będąca pozostałością stopionego śniegu właśnie wpływa do rzek. Nie pozostaje nic innego jak tylko udać się wzdłuż rzeki do najbliższego mostu. Tak oto zamiast iść kilkanaście km na północ idziemy kilkanaście na południe. Dziś wieczorem będziemy musieli przebudować trasę. Gdyż nie będzie dane nam wykonać zaplanowaną trasę.

Po raz kolejny okazało się, że planowanie trasy w dzikim terenie nawet na podstawie dokładnych map i zdjęć satelitarnych czy lotniczych często nie jest wystarczające.  Nie wszystko widać na nich. Do tego dochodzi jeszcze czynnik związany z zastanymi warunkami pogodowymi – nie do przewidzenia kilka miesięcy wcześniej. Dziki teren nie zawsze nasz puszcza tam gdzie chcielibyśmy przejść. A w tym roku dodatkowo późna wiosna pokrzyżowała nam plany.

Maszerujemy do naszego pierwszego obozu. Po kilkunastu kilometrach docieramy do niego. Pozostaje zorganizowanie opału oraz rozbicie namiotów.

Jak ja kocham wyznaczanie miejsca na obóz w dzikim terenie. Ot idziesz przed siebie i po znalezieniu ciekawego miejsca rozbijasz obóz. Dziś ten kawałek lasu będzie naszym domem. Ważne by był dostęp do wszystkich niezbędnych zasobów typu woda, opał i kawałek suchego i równego terenu na namiot.. Bez nich było by trudno. Zwłaszcza bez wody, gdyż z uwagi na teren w którym się poruszamy nie niesiemy jej za dużo. Nie ma takiej potrzeby woda płynie prawie wszędzie. W kwestii opału to w zasadzie wszędzie można spotkać powalone drzewa, których gałęzie nadają się do palenia. Często zdarza się też iż w terenie można spotkać połamane młode drzewa powiedzmy średnicy uda, które są złamane na wysokości 2-3 metrów i cała reszta drzewa zwisa często tylko czubkiem dotykając ziemi. Zazwyczaj takie drzewo jest bardzo suche i idealne na opał. Wystarczy przespacerować się kilkadziesiąt metrów w lewo czy w prawo by spotkać takie drzewa.

Każdy zabiera się za zbieranie opału, a jak już ognisko płonie można po ogrzaniu i spożyciu kolacji udać się do innych zajęć obozowych typu rozbijanie namiotów i przygotowywanie noclegu. Dziś palimy większe ognisko, gdyż poza potrzebą gotowania mamy też potrzebę ogrzania się przy nim. W na lotnisku w Polsce ponad 20 stopni, a tu mój zegarek wskazuje 2 stopnie powyżej zera. Trudno jest tak przestawić organizm, aby taki spadek temperatury nie była problemem.  Przy ognisku siedzi się bardzo przyjemnie jest jasno, a czas biegnie w swoim tempie.

Nagle orientujemy się, że właśnie mija północ. Nie czujemy w ogóle po sobie zmęczenie wieczornego – nie chce się nam w ogóle spać. To normalna reakcja organizmu na dzień polarny. Znajdujemy się ponad 300 km za kołem podbiegunowym więc tu w ogóle nie widać zmiany światła dziennego. Większą zmianę jasności nieba powodują chmury zaciągające niebo niż poruszające się słońce po niebie. Nawet o północy jest bardzo jasno. Dla osób, które nie miały z tym do czynienia jest to nie lada atrakcja. Trzeba się będzie nie jako zmuszać podczas wyprawy by iść wcześnie spać.

Dzień drugi – las

Rano wyruszamy przed siebie – pozostało nam jeszcze kilkaset metrów do mostu. Za mostem odbijamy na prawo w las. Chcemy odbić od drogi, by móc napawać się nieskażoną przyrodą,  by iść przed siebie gdzie nogi poniosą. Lubię tak łazikować. Człowiek idzie przed siebie przez las na azymut. Dbając jedynie o to by wiedzieć gdzie jest i podążać do wyznaczonego punktu w okolicy, którego będziemy szukać miejsca na kolejny obóz.

Tu warto wspomnieć o lasach, które przemierzamy. Różnią się one istotnie od lasów z którymi mamy do czynienia w Polsce. Las w Polsce jest często lasem gęstym z wysokim poszyciem w postaci krzaków, traw. Tu natomiast tak daleko za kołem podbiegunowym mamy do czynienia niejako z czystym pustym lasem. Można by powiedzieć, że las składa się z drzew oraz z niskiego poszycia o wysokości do 30 cm. Co to powoduje ? Powoduje sytuację w której możemy się poruszać w lesie w dowolnym kierunku bez żadnych problemów, nie ma potrzeby przedzierania się przez chaszcze. Jeśli las nie jest bardzo podmokły przemierzanie jego ostępów jest naprawdę komfortowe i szybkie.

Las północy ma jeszcze jeden dodatkowy atut. Z uwagi na dużą jego przejrzystość możemy z daleka już widzieć zwierzęta. Wczoraj widzieliśmy dwa białe zające. Późne przyjście wiosny spowodowało, że zwierzęta jeszcze nie zmieniły szaty na letnią. Dziś spotkała nas kolejna niespodzianka – trafiamy dwa razy na niewielkie stada reniferów. Przyglądamy się sobie z kilkudziesięciu metrów. Renifery niczym duchy w jeszcze w zimowej szacie przemykają przez las – wspaniałe uczucie. Bliskość przyrody poraża mnie. Jestem nią odurzony. Dla takich chwil ciągnie mnie tu na północ. W miejsca gdzie to my jesteśmy gośćmi, gdzie na każdy km kwadratowy przypada więcej zwierząt niż ludzi.

Dziś przechodzimy przez pierwsze bagna. Powoli poruszamy się do przodu.

Docieramy do miejsca naszego noclegu wieczorem. Jesteśmy zmęczeni dzisiejszym podmokłym terenem. Mamy lekki problem z wodą gdyż musimy ją pobierać z terenu bagiennego. Plusem jest to, że woda ta jest jeszcze w miarę czysta bo niedawno leżał tu jeszcze śnieg. Tak więc jej przegotowanie rozwiązuje problem. Jako miejsce na obóz rezerwujemy sobie dziś teren wyniesiony nad bagna, jest tu w miarę sucho i płasko. Ognisko palimy na miejscu wcześniej przygotowanego przez kogoś wcześniej paleniska.

Drugą część relacji możesz przeczytać tutaj:   https://wkreconywlas.pl/hammastunturi-wilderness-area-relacja-cz-2/

Trzecią część relacji można przeczytać tutaj: https://wkreconywlas.pl/hammastunturi-wilderness-area-relacja-cz-3/

Relacja filmowa z wyprawy: https://wkreconywlas.pl/hammastunturi-wilderness-area-2017-by-wkreconywlas-film/