Mędralowa – z widokiem na Babią Górę

śnieg

Przeglądarka internetowa otwierała się jak zawsze powoli, jakby chciała dać mi powody do narzekania i testowała moją cierpliwość. Lecz to nie na niej skupiałem swoją uwagę.

Od paru dni patrzyłem w niebo. Zasnute niebo ciemnymi chmurami, a cała Żywiecczyzna była na przemian polewana wodą lub mokrym śniegiem i doprawiona mocnym wiatrem. Listopad zaczął się niezbyt optymistycznie a ja szukałem jakiś pozytywów. Pogoda długoterminowa to jak horoskop, czytasz, ale wiesz, że będzie zupełnie inaczej. Natomiast pogoda na najbliższe 24 godziny to już bardziej realistyczna rzecz, chociaż jeszcze nie spotkałem się z takim horoskopem. Strona załadowała się w pełni, a na niej pojawiły się bardzo dobre wiadomości. Słońce! Zapowiada się piękna środa.

Dzień upłynął na kolejnych obowiązkach, wykonywanych energiczniej i radośniej niż zwykle. W końcu na chodnikach nie było już ludzi z parasolami, a na ulicach Żywca pojawili się uśmiechnięci spacerowicze. Nie wiem jaki jest kurs walut, nie wiem, który sezon “Gry o tron” leci w tv, ale jakoś zawsze wiem o której godzinie jest wschód i zachód słońca. W połowie listopada ta magiczna chwila zakończenia dnia wypada około 16:00. Więc już po 13 odpaliłem samochód i jadąc w górę doliny Koszarawy dotarłem do wioski o tej samej nazwie, a dokładnie jej przysiółka – Bystra. Plan był prosty, zobaczyć zachód słońca na Mędralowej w Beskidzie Żywieckim.

Zaparkowałem na ostatnim przystanku dawnego PKS. Dalej można jeszcze jechać, jest asfalt, tylko jest już wąsko, a tego dnia drogę pokrywał śnieg i lód. Sam się o tym przekonałem, gdy idąc radośnie niby po asfalcie, stanąłem na chwilę nieruchomo, a każdy mój ruch powodował, że buty ślizgały się na tej szklanej tafli. Pobocze było idealną trasą, żeby pokonać kilkaset metrów dzielące mnie od przełęczy Klekociny. Nie słyszałem potoku z “klekocącymi kamieniami” ani nie widziałem klekocących bocianów, więc muszę zaufać autorom przewodników, że nazwa tego miejsca faktycznie pochodzi od jednej lub drugiej wersji. Trzecia wersja przypisuje ją mieszkającym w Zawoi rodzinom o tej samej nazwie.  Tutaj kończą się ostatnie zabudowania, a szlak wchodzi w las.

Od razu rzuciło mi się w oczy, że od przełęczy na tym świeżym śniegu nie ma żadnych śladów. Żadnych śladów ludzkich, bo były ślady saren i jeleni, czyli tych dla których las jest domem. Ślady były wyraźne i gęste, a po kilku minutach poczułem nawet charakterystyczny zapach spoconego byka. Musiał tu być całkiem nie dawno. Samotne wędrówki mają swoje plusy, oprócz możliwości przemyślenia wszystkich rzeczy, które nas trapią dają nam też możliwość podejścia zwierzyny.

Środa, listopad, pasmo jałowieckie, Beskid Żywiecki. Brak schronisk górskich w tym rejonie i czas wyjścia powoduje, że spotkanie człowieka tutaj o tej porze może czasami graniczyć z cudem. Przypomina mi o tym śnieg pod nogami. Nie było go dużo. Kilkanaście centymetrów. Stawiając kroki jeden za drugim lśniące w słońcu kryształki śniegu radośnie odskakiwały na boki. Przystawiając na chwilę by popatrzeć na widoki zostawiane za plecami zobaczyłem chaotyczne dziury w śniegu po moich stopach i stwierdziłem oglądając biegnące obok tropy saren i jeleni, że poruszają się z większa gracją w tym środowisku.

Po 30 minutach rozgrzewającego marszu dotarłem na Halę Kamińskiego. W tym przypadku, tak jak i o sąsiedniej Mędralowej już jest mniej legend, a nazwy tych miejsc są po prostu od nazwisk pasterzy do których należały te hale. Żyjąc na początku XXI wieku nie jest dane nam zobaczyć tego widoku, pozostaje jedynie użyć wyobraźni i cofnąć się o sto lat wstecz, a widok hal pełnych owiec i licznych bacówek z których kopci się dym nigdy nie gasnącego ognia krzepi moje góralskie serce.

Nie miałem litości, na obu halach zburzyłem idealną pokrywę śnieżną i założyłem pierwszy ślad ludzki. Pod tym świeżym jesiennym śniegiem wciąż znajdowały się pułapki w postaci nie zamarzniętych kałuż, więc poruszałem się po śladach zwierząt, to najlepsi przewodnicy. Słońce kończyło już swój krótki bieg, a ja mogłem podziwiać ten wspaniały widok w zupełnej ciszy i spokoju. A jest co podziwiać, z Mędralowej widać Beskid Śląski, Mały, Makowski no i oczywiście resztę Beskidu Żywieckiego. Podszedłem kilkaset metrów z Hali Kamińskiego czarnym szlakiem na Magurkę, by zobaczyć Babią Górę w jej całym majestacie. Jej północna strona, a bardziej ściana to jeden z najlepszych widoków w Beskidach godny polecenia każdemu.

Stojąc na Hali Kamińskiego łapałem ostatnie promienie słońca patrząc jak chowa się za górskimi zboczami. Powiedzieliśmy sobie cicho cześć, do zobaczenia, a ja uświadomiłem sobie, że na dole jest świat do którego trzeba wracać. Świat w którym mnóstwo ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy, że obok, tak blisko, dzieją się takie wspaniałe rzeczy, które nic nie kosztują, a dają tak wiele.

 

Michał Wolny – Przewodnik Beskidzki, tel. 511 164 003, mail: micha.wolny@gmail.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wprowadź swój komentarz!
Wprowadź swoje nazwisko