PCT

Zaczęłam odcinek Sierra Nevada. Wysokie, kamieniste góry. Czas pożegnać pustynie i powitać śnieg, dużo śniegu. Jednego dnia zeszłam ze szlaku, żeby zdobyć szczyt Mount Witney (4,421 m n.p.m).

Wyruszyłam o północy, żeby z rana moc podziwiać wschód słońca. Na szczyt dotarłam o 5 nad ranem, kilka minut przed rozpoczęciem wschodu słońca. Widoki niesamowite. Wędrówka nocą na taka wysokość w śniegu nie należała do najłatwiejszych, ale dałam rade.

Kolejnym wyzwaniem była do pokonania przelecz Forester Pass również o wysokości ponad 4000m. Tutaj w ruch poszły już raki i czekan. Mocne podejście ze specjalistycznym sprzętem i byłam na szczycie. Wędrówka po śniegu jest baaaardzo wolna i mecząca.

Szlak gubię średnio 10 razy na minutę. Po drodze do pokonania były również rwące rzeki. Lodowata woda, nurt o mocy galopujących koni….Dzieje się.

Dotarłam jednak do miasta Bishop, gdzie zbieram siły na następne kilometry do pokonania!

Karolina Kwiecień

Następny artykuł Karoliny:  https://wkreconywlas.pl/pacific-crest-trail-2017-podsumowanie/

Poprzedni artykuł Karoliny:  https://wkreconywlas.pl/pacific-crest-trail-2017-cz-4/